Strona 1 z 9

Przyszły mąż - jak się poznaliście.

PostWysłany: Pią Maj 16, 2008 4:35 am
przez pepsicOLA
Tak sobie pomyślałam - jest ty mnóstwo tematów o sukniach, domach weselnych, przygotowaniach. A nie ma tematu (przynajmniej ja nie  znalazłam) o tym, jak poznałyśmy naszych przyszłych mężów. Czy był to grom z nieba czy raczej spokojne "podchody".
Może ja zacznę... Smiejemy się Ukochanym, że nasze wesele prawie w całości załatwiliśmy przez Internet. Nawet siebie sobie nawzajem. :) Bo w istocie, ponad cztery lata temu byłam chora i w domu mi się nudziło, jak nigdy na chaty nie wchodziłam wtedy weszłam, ale z założenem, że ja nie zaczynam rozwowy. Nikt się nie głaszał to zajęłam się czymś innym i o włączonym czacie zapomniałam. Po godzinie ktoś zagadał - już nie pamiętam(y) jego nicka nawet. Po 5 miutach byliśmy na gg, po tygodniu się spotkaliśmy. Po dwóch miesiącach on wyjechał popracować za granicę i tak zostaliśmy nieiedząc czy razem jesteśmy czy nie. Ale po czterech miesiącach zaczęło się na nowo... I tak jest do dziś. Taka jest  w skrócie moja (nasza) historia. A jakie są Wasze...?

PostWysłany: Pią Maj 16, 2008 6:36 am
przez ierna
Swietny pomysl takiego wątku :)
Ja z moim ukochanym poznalam sie mozna powiedziec tez przez internet, ale nie tak zwyczajnie :) Zaczac by trzeba bylo, ze moja przyjaciolka i ja "podrywalysmy" facetow na jednym z poratali randkowych. K odezwal sie do mojej przyjaciolki i tak sobie pisali, ja czytalam te wiadomosci, czasem doradzalam cos przyjaciolce. Po jakims miesiacu kiedy K zaczal nalegac na spotkanie ona zaczela sie wycofywac bo twierdzila, ze jej nie "lezy" ten facet. Wiec ja zapytalam czy moge napisac do niego. I napisalam. Po godzinie ruszylam trase na sylwestra wiec nasz kontakt byl smsowy, pisalismy do siebie co chwili rozne smieszne rzeczy. W nowy rok powiedzialam K, ze nasze poznanie to nie byl do konca przypadek, on nie wiedzial czy to zart czy nie, ale umowil sie ze mna na nastepny dzien. Tak wiec po dwoch dniach rozmowy wirtualnej zaczelismy sie spotykac.... codziennie :) i tak zostalo do dzis. Na koniec powiem, ze po tygodniu wyznalismy sobie milosc i tak wyznajemy ja do dzis  :kiss_heart:

PostWysłany: Pią Maj 16, 2008 7:04 am
przez OLICA
WOW !!! My jesteśmy razem 6,5 roku.
Moja historia jeste bardzo podobna do Twojej PepciOlu :)
Tylko, że mój N. nigdzie nie wyjechał zaraz po poznaniu się. :)
Też poznaliśmy się przez internet.  Po dwóch tygodniach  spotkalismy się na żywo. Potem udzielał mi korków.... z matmy  :) i tak jakoś się zaczęło :)

PostWysłany: Pią Maj 16, 2008 7:23 am
przez aga_k
fajny pomysł z tym wątkiem. Ja z moim przyszłym znamy się można powiedzieć z podwórka. długi czas wychodziliśmy większą grupka na spacery, czy posiedzieć w takim małym lasku. niejedną impreze przeżyliśmy wszyscy współnie. poźniej jakoś towarzystwo się zaczeło zmniejszać i w sumie zostaliśmy ja, moja przyjaciółka i wtedy jeszcze moj przyjaciel (obecnie narzyczony). I tak jakoś samo z siebie zaczeły się częstsze smsy, na różne tematy ;-), a tak naprawde coś tak mocno zaiskrzyło jak poprosiłam go żeby naprawił mi komputer bo miałam do oddania jakąś pracę do szkoły. Następnego dnia już się nie mogliśmy doczekać wieczoru żeby się spotkać i tak jest do dzisiaj.

PostWysłany: Pią Maj 16, 2008 8:57 am
przez kaszunia
My poznaliśmy się na wakacjach :)
Pamietam tylko, że jak go pierwszy raz zobaczyłam to pomyślałam: hmm, jaki milusi :D Po tygodniu przepadłam :) Później każde wróciło do siebie (tzn ja do Wrocławia, On do Gdyni) i zaczęły się maile. W ciągu roku spotkaliśmy się dwa razy, ale to wystarczyło by następne lato spędzić juz razem :D Po kolejnych 30 miesiącach spędzonych w pociągach(trasa Wrocław-Gdynia- 8godzin), Piotruś się przeprowadził, potem oświadczył, no i jestem tu :D

;

PostWysłany: Pią Maj 16, 2008 9:47 am
przez larkaa
:D

PostWysłany: Pią Maj 16, 2008 9:51 am
przez laszka
A ja mojego M. poznałam w szkole średniej. Chodziliśmy razem do klasy w liceum. Pamiętam pierwsze słowa jakie wypowiedział- nazywam się Marek i nie lubię wf-u :).
Od 2 klasy bardzo się zaprzyjaźniliśmy, a w 4 zaczeliśmy być razem. i tak do dziś :)

PostWysłany: Pią Maj 16, 2008 10:58 am
przez Pynia
My przez 4 lata studiowaliśmy razem ale nasze drogi nigdy się nie przecięły.Oboje byliśmy w innych związkach ale ja bardzo często słyszałam na jego temat fantastyczne opinie,że zorganizował to,prowadzi tamto,komuś coś załatwił.Moja przyjaciółka miała z R. swoje układy i jakieś sprawy i kiedy ja marudziłam,że wyjeżdża na dłuższy czas do Moskwy i nie mam z kim pójść na kawę(a było to już dłuższy czas po rozstaniu z moim narzeczonym) dała mi jego numer i kazała się umówić na spotkanie.Nie wiem właściwie dlaczego to zrobiłam bo byłam na tyle nieśmiała,że raczej nie spotykałam się z zupełnie obcymi ale stwierdziłam,że na te 1,5 h oderwę się od nauki.
Nasze spotkanie trwało od 17-ej do 1-ej w nocy i jeszcze godzinę gadaliśmy pod klatką.Okazało się,że od najmłodszych lat mimo,że pochodzimy z różnych miast nasze drogi ciągle się krzyżowały.Kilka dni później już byliśmy parą i jechaliśmy na Mazury i od tamtej pory nie rozstajemy się jeśli praca nas do tego nie zmusza.
Chyba w poprzednim życiu byliśmy małżeństwem.Przeznaczenie!

PostWysłany: Pią Maj 16, 2008 11:23 am
przez malwka
Pynia napisał(a):
My przez 4 lata studiowaliśmy razem ale nasze drogi nigdy się nie przecięły.Oboje byliśmy w innych związkach ale ja bardzo często słyszałam na jego temat fantastyczne opinie,że zorganizował to,prowadzi tamto,komuś coś załatwił.Moja przyjaciółka miała z R. swoje układy i jakieś sprawy i kiedy ja marudziłam,że wyjeżdża na dłuższy czas do Moskwy i nie mam z kim pójść na kawę(a było to już dłuższy czas po rozstaniu z moim narzeczonym) dała mi jego numer i kazała się umówić na spotkanie.Nie wiem właściwie dlaczego to zrobiłam bo byłam na tyle nieśmiała,że raczej nie spotykałam się z zupełnie obcymi ale stwierdziłam,że na te 1,5 h oderwę się od nauki.
Nasze spotkanie trwało od 17-ej do 1-ej w nocy i jeszcze godzinę gadaliśmy pod klatką.Okazało się,że od najmłodszych lat mimo,że pochodzimy z różnych miast nasze drogi ciągle się krzyżowały.Kilka dni później już byliśmy parą i jechaliśmy na Mazury i od tamtej pory nie rozstajemy się jeśli praca nas do tego nie zmusza.
Chyba w poprzednim życiu byliśmy małżeństwem.Przeznaczenie!
Pynia piękna historia ;)   u nas też się okazało ,ze przez pół życia ,gdzieś się o siebie ocieraliśmy, Jak mieliśmy po 8 lat to nawet on mieszkał chwilę w bloku obok, a potem ulicę dalej, mamy takie same wspomnienia z podwórka ;)
Potem przez lata wysiadał do pracy n aprzystanku pod moim nowym juz domem i kupował śniadanie w moim sklepie ;)
A żeby było tego mało , to w liceum ,z resztą po sąsiedzku z moim , grał w kosza , tak jak któryś z moich licealnych chłopaKów i jak nasze szkoły grały przeciwko to ja napewno na tych meczach byłam a jego kompletnie  GO nie pamietam!!!

PostWysłany: Pią Maj 16, 2008 11:25 am
przez Marcyś
Moja historyjka jest zupełnie inna od waszych :) Zero szybkich zauroczeń, zero świadomości, że to właśnie "to" od pierwszysch, czy nawet drugich chwil... :)
Chodziliśmy z Maćkiem do jednej klasy w liceum i nie cierpieliśmy się strasznie - od pierwszego "wejrzenia" po prostu. Ja kochałam się w jego najlepszym kumplu,  kumpel trochę we mnie też :). Żeby wracać razem do domu czesto specjalnie nadkładałam drogi, w której oczywiście zawsze towarzyszył nam Maciek. Niemiły, niesympatyczny, dogryzający, burczący i wg mnie wtedy totalnie nieurodziwy ;) W zasadzie to może zamieniliśmy ze sobą przez te lata 10 zdań...
Po 3 klasie zupełnie się rozeszliśmy, bo Maciek przeniósł się do innej klasy.
I dopiero po 6 latach od tej pory nasze drogi się skrzyżowały :).
Maciek organizoiwał spotkanie klasowe, na które ciągnęła mnie moja przyjaciółka, a ja, że nie, nie i nie. Bo mi się nie chce, bo nie lubię kiełbasy z grilla ;), bo zimno, bo nie lubię Maćka i 100 innych wymówek. Ale w końcu pojechałyśmy :). Było super fajne spotkanie wszytkich po latach, wymiana telefonów i adresów mailowych i po tygodniu pierwszy mail.
Ja akurat spotykałam się wtedy z innym Maćkiem, ale że jestem flirciara ;) to podjęłam grę :). No i gramy do dziś :)

PostWysłany: Pią Maj 16, 2008 11:39 am
przez malwka
Marcyś może troche inna ,ale jak nic romantyczna i dołaczyłaś do grona tych mężatek z "przeznaczenia" :)
Zobacz jak byś uparła się, że kiełbasa z grilla jest bleee to nie wiadomo kiedy los by wam dał kolejna szanse i może byśmy jeszcze czekały na ten bajowy ślub ;)

PostWysłany: Pią Maj 16, 2008 12:14 pm
przez Marcyś
Oj jakby przyszło jeszcze czekać, to nie byłoby już w ogóle bajkowego ślubu :) Ja wychodze z założenia w "podeszłym wieku" nie wypada już zakładać białej sukni ślubnej, a przynajmniej takiej bajkowej właśnie i wymarzonej :)

PostWysłany: Pią Maj 16, 2008 12:31 pm
przez Pynia
Jak to dobrze,że te historie nam się w życiu przytrafiły.I takie od piaskownicy jak Malwki i taki od ninawiści do miłości jak Marcyś i te internetowe(Olica ;)).Miłość zawsze sobie znajdzie drogę.Dzięki Bogu bo inaczej byśmy się tu nigdy nie spotkały i nie wspierały się w organizacji jednego z najpiękniejszych wydażeń w życiu:)))))))))))))
I nie miałybyśmy do kogo wracać do  domu po ciężkich dniach zmagań ze światem.
A niestety połowa moich koleżanek,świetnych babek,nie takich znowu młodych jest samotna i tej swojej połówki znaleźć nie może i przestaje wierzyć w miłość.
Chyba dzisiaj wzniesiemy przy kolacji toast za miłość naszą,Waszą i dla wszystkich .

PostWysłany: Pią Maj 16, 2008 12:43 pm
przez kasik77
z moim miśkiem poznałam się trzy lata temu, ja byłam jego kierownikiem w jednym wroclawskich sklepow, a on najpierw kasjerem, potem magazynierem. Dzieli nas dosc duza roznica wieku,jest mlodszy ode mnie o 9 lata. Zawsze myslalam jaki fajny z niego facet i i jak bedzie miala dobrze jego przyszla zona... i to tak trwalo przez rok-on byl klilka miesiecy z kims, ja tez... Pozniej sytuacja nas przestraszyla-nasz sklep wykupila siec Stonek-biedronek... i nas porozdzielali do roznych sklepow... Bylo nam strasznie smutno - pocieszalismy sie cala ekipa sklepowa,,,, az w koncu zaczelismy sie pocieszac we dwoje.... no i tak to trwa dwa lata....

PostWysłany: Pią Maj 16, 2008 12:49 pm
przez malwka
Pynia napisał(a):
Jak to dobrze,że te historie nam się w życiu przytrafiły.I takie od piaskownicy jak Malwki i taki od ninawiści do miłości jak Marcyś i te internetowe(Olica ;)).Miłość zawsze sobie znajdzie drogę.Dzięki Bogu bo inaczej byśmy się tu nigdy nie spotkały i nie wspierały się w organizacji jednego z najpiękniejszych wydażeń w życiu:)))))))))))))
I nie miałybyśmy do kogo wracać do  domu po ciężkich dniach zmagań ze światem.
A niestety połowa moich koleżanek,świetnych babek,nie takich znowu młodych jest samotna i tej swojej połówki znaleźć nie może i przestaje wierzyć w miłość.
Chyba dzisiaj wzniesiemy przy kolacji toast za miłość naszą,Waszą i dla wszystkich .
Pyniu lepiej bym tgo nie napsała,  my też  za to dziś  się  napijemy .
A ja strasznie się juz martwie co będzie następnej zimy, gdy już sie wszystkie "wydamy" nie wybrażam sobie ,że tej naszej grupki moze nie być :(
Ja nie moge narzekać , ale prawda jet taka że w dzisiejszych czasa trudno spotkac takie fajne babeczki jak wy: mądre , ciepłe,wrażliwe, otwarte na świat i ludzi, pozbawione wrogości, egoizmu i zawiści .

PostWysłany: Pią Maj 16, 2008 1:09 pm
przez Marcyś
A jeszcze trudniej spotkać dziś faceta,który miałby choć 3/4 tego co napisałaś o nas ;) ...  Nam się udało, ale ja też mam wokół siebie takie fajne dziewczyny, które ciągle nie mają do kogo wracać. I niezmiennie się dziwię, jak to jest, że wciąż są same...

PostWysłany: Pią Maj 16, 2008 1:21 pm
przez Pynia
Oj Malwka napisałaś to nad czym ja też się zastanawiam.
Przydałoby nam się forum poślubne dla młodych mężatek ale tak na serio.W tylu sprawach mi pomogłyście,że nie wiem kto mi później będzie doradzał,podpowiadał pomysły już nie mówiąc o dostarczaniu babskiej rozrywki,której faceci nie rozumieją,bo nie wiem jak jest u Was ale mój R. przejmuje się ślubem,załatwia różne sprawy ale dla niego to tylko jakieś zadania do wykonania i nie odczuwa tej rozkoszy jaką kobiety mają mierząc suknie ślubne.
Jakoś nigdy nie wspominał o garniturze marzeń na który czekałby całe życie;)))))))))))))))))))))
Wpadłam w nostalgiczny nastrój ale to przez pogodę.

PostWysłany: Pią Maj 16, 2008 2:35 pm
przez rybkavip
no teraz moja kolej.....
jak ktoś zadaje pytanie- jak sie poznaliscie, to najpierw wymiana spojrzen... usmiech... i...
przez komorke:) tzn moj D. nie wiadomo skad mial mój numer, zaznacze ze pochodzi on za Łodzi i nikogo o ten numer nie prosił, wiec skad sie on wziął??? tzn ja "sherlok" ;) podejrzewam jak to sie stało, tylko straszenie to wszytsko zagmatwane, w wilekim skrócie, to moj kolega pojechał do szczecina do wojska i komuś dał mój numer( nie wiem po co), i jak sie pozniej okazało ten ktoś procował poźniej z moim D. i któregos wieczoru chłopom sie nudziło i zaczęli puszczać sygnały, mysłalam ze sie wciekne, jeden za drugim, wiec napisałam któremuś  (jak sie okazało pozniej mojemu) "że nie wszyscy na raz, bo nie wyrabiam z odpuszczaniem syg" szczerze to nie wiem po co to napisalam, ale widocznie przezaczenie, no i pozniej od czasu do czasu pisalismy do siebie tylko sms, takie w sumie nic... pozniej traktowałam go jaki takiego smsowego przyjaciela, bo przeciez nigdy sie nie zobaczymy- myslalam, wiec pisałam wszytsko co mi na sercu lezało, on jak sie okazało również byl takiego samego zdania jak ja. w tym czasie ja i on rozsałismy z obecnymi partnerami.... nastepnie smsy przerodzily sie w listy i telefony- choc taka naprawde nigdy sie nie spotkalismy, tylko zdjeciami sie wymienilsmy. od pierwszego smsa do naszego pierwszego spotkania minał jakis rok, to D. przyjechał, no i pozniej juz kursowalismy, w sumie podróż w jedną strone zajmowała ok 5 godzin (bo po pociagu był autobus). po jakis 10 miesiacach, D.przeniosł sie do Wrocławia.... Boże jaka ja  byłam wtedy zaskoczona, byla akurat przerwa semestralna, przyjechalam do niego a on ze wracamy do wrocka-  a ja ze chodzby zaraz.... i tak mieszakmy 3 lata.
to chyba przeznaczenie :)

PostWysłany: Pią Maj 16, 2008 2:42 pm
przez jagmad
No widzię że dużo z nas znało już swoich obecnych i przyszłych mężów z liceum.
U nas było tak. Chodziliśmy razem do liceum, lubilismy się ale nic poza tym. Później ja poszłam na studia, mój K też na studia tylko że inne. Ale nagle się okazało że jednak w ostatniej chwili dostał się z odwołania na te same studia co ja. No i tak na drugim roku naszego studiowania na jakiejś przypadkowej imprezie, na którą miałam nie iść, spotkaliśmy się i poźniej jakieś smski, i tak zostaliśmy parą, ku zdziwieniu wszytkich naszych znajomych. I jesteśmy do dziś!!

PostWysłany: Pią Maj 16, 2008 4:46 pm
przez anastazja
Bardzo mily ten temacik :) jak tak czytam to kazda historia to poprostu przeznaczenie:)
Mysmy sie poznali w szpitalu :) ja akurat bylam na praktyce, chociaz akurat mialam zamiar nie isc, tylkojechac do domu. Co by bylo romantyczniej to na nocce:) A moj N mial wypadek i trafil do szpitala troche poobdzierany. Zostawili go na obserwacji, poszlam wymienic kroplowke i tak zaczelismy gadac i gadac, przez pare godzin. Potem niestety zasnal po lekach. Rano tez troche pogadalismy, meczyl mnie o numer tel. Dalam mu go przy samym wyjsciu na skieroaniu do RTG, do dzis ma ta karteczke. I tak sie zaczelo :)