Strona 1 z 3

Strach - czy też się boicie?

PostWysłany: Nie Cze 22, 2008 6:48 pm
przez pepsicOLA
Macie czasem uczucie, które nagle do Was przychodzi - jakiś taki irracjonalny strach, że coś się skończy... Nawet nie wiem jak to za bardzo nazwać... Im bliżej ślubu tym bardziej? Ja mam. Czasem jakieś głupie myśli mnie nachodzą... Myślę, że najlepiej te uczucia odda ten cytat:
„Bo ja się tak boję, że coś się stanie i ja się obudzę, i dowiem się, że ten sen miał ktoś zupełnie inny. Myślisz, że wszyscy w takim stanie się ciągle boją? Tego, że wieczność może skończyć się pojutrze, po Teleexpresie albo nawet jutro rano?”



PostWysłany: Czw Sie 14, 2008 12:15 pm
przez pepsicOLA
czuję się rozsypana. od rana chce mi się ryczeć, najchętniej bym się gdzieś schowała i juz tak została. Ja się po prostu boję, że nie dotrwam(y), nie dam(y) rady, że coś się wydarzy... Oboje pracujemy, jesteśmy zmęczeni, może za bardzo. Jakbyśmy stawlai się obcy sobie. Ja często słyszę w swoim kierunku słowa "ty nigdy", "ty zawsze", "ty właśnie miałać coś zrobić". Nie zgadzam się tym, ale nie umiem się bronić... Nie umiem wyciągnąć argumentów, że tak nie jest... Nie chcę się kłócić, nie mam siły. Wczoraj powiedział, że albo ja się zmieniłam, albo on, albo przestaliśmy nadawać na tych samych falach. Że stałam się materialistką, ale on tez nim jest i ja tez nie poznaję go ostatnio. Nie wiem czemu to piszę... Jest mi strasznie źle, mam najgorsze myśli.... Najfajniejsze,  że w sumie trochę z mojej winy bo razu pewnego nie powiedziałam całęj prawdy, a mogłam, nie poprosiłam o pomoc, a mogłam/powinnam. On teraz uważa, że nie mam do niego zaufania, że z nim nie rozmawiam i jak ja rodzinę chcę tworzyć. On twardo stąpa po ziemi, może czasem zbyt twrado, a ja przeciwnie... A ja się zastanawiam co mam zrobić... Kurcze zaraz się porycze... Przepraszam, może to nie jest miejsce na takie żale. Czuję jakbyśmy pogubili gdzieś siebie i stwali się obcy sobie...

PostWysłany: Czw Sie 14, 2008 12:22 pm
przez BRIDE
doskonale cię rozumiem , ja ma tak samo , czasem myślę że całe to wesele nie jest dla nas tylko dla innych i wszystko robimy z myślą o nich i to wszystko nas niszczy:( to bardzo przykre, jak bym wiedziała ,ze tak będzie to w życiu bym się na to nie zgodziła , postawiłabym na swoim, na  cichy , skromny ślub w gronie najblizszych, przepełniony ciepłymi uczuciami.
a tak czuję jakbysmy stracili rok życia :(

PostWysłany: Czw Sie 14, 2008 12:23 pm
przez BRIDE
i przestałam traktować ślub jak najpiekniejszy dzień życia , bo to nie prawda, teraz mam podejscie typu , ubiorę kieckę , pójdę , zaliczę by wszyscy byli zadowoleni i będę mieć z głowy, może to źle ale tak mam .

PostWysłany: Czw Sie 14, 2008 12:26 pm
przez anx
pepcicOla jeszcze troche i wszystko bedziecie mieli za sobą. Tak jak napisalas jestescie zmeczeni i praca i organizacja ślubu, wesela. Zapewne po slubie nerwy puszcza i bedziecie sie smiac z tego:) A teraz duzo rozmawiajcie, to moja jedyna rada. Trzymaj sie :)

PostWysłany: Czw Sie 14, 2008 1:29 pm
przez plum
pepcicOlu,  nie znam pary, której nie dotknął by stres przedślubny. My też się kłócimy i czasami chcemy się nawzajem "walnąć w głowę" Ale najważniejsze to nie dawać się ponieść nerwom i cieszyć się z tych gorących tygodni przedślubnych. Przecież już nigdy więcej nie przeżyjecie takich chwil. A czasami zwykłe przytulenie czy buziak potrafi zdziałać cuda
Zobaczysz, że wszystko będzie super. Trzymaj się!

PostWysłany: Czw Sie 14, 2008 1:44 pm
przez pepsicOLA
dziękuję Wam, kochane jesteście. problem tylko w tym, że ja zaczynam juz suzkac winy w sobie i myśleć o sobie w złych kategoriach, kulić się w sobie.. najchętniej bym to wszystko rzuciła... luby nie lubi być przytulany czy buziakowany jak jest wkurzony. w związku z tym robi się trochę chora sytuacja i ja nie bardzo wiem jak z niej wybrnąć. i kończy sie na tym, że ja pochlipuję pod kołdrą albo w drugim pokoju on udaje, że tego nie widzi i siedzi wpatrzony w komputer albo telewizor... albo idzie spać o 21... niefajnie się porobiło... ech...

PostWysłany: Czw Sie 14, 2008 2:00 pm
przez BRIDE
matko to tak jak u mnie !!!!1

PostWysłany: Czw Sie 14, 2008 2:52 pm
przez Taurine
pepcicOLA i BRIDE, ja Was bardzo prosze, pogadajcie szczerze z Waszymi polowkami. Wyjasnijcie sobie wszystkie niedomowienia. Tylko nie wygarniajcie sobie nawzajem i nie tlumaczcie dlaczego tak sie stalo. Ustalcie co zrobic, zeby na przyszlosc uniknac podobnych sytuacji. I nie ma sensu czekac, az on przyjdzie pierwszy i wyciagnie reke. To nie o to chodzi. Chodzi o to, zeby nie tracic czasu na gniewanie sie i plakanie po katach. Rozmowa, raz jeszcze rozmowa. Powodzenia.
Ps. moj tez nie lubi byc przytulany jak jest wkurzony :)

PostWysłany: Czw Sie 14, 2008 3:12 pm
przez plum
Mój też nie lubił... ale teraz nie ma wyjścia :)

PostWysłany: Czw Sie 14, 2008 9:59 pm
przez Kefte27
pepcicOlu i BRIDE - Małżeństwo to piękno bycia we dwoje. Małżeństwo to poszukiwanie drogi do celu. Małżeństwo to skarb którym jest Wasza miłość. Małżeństwo to Wy na zawsze razem.
Jeśli pozwolicie to wtrące swoje "3 grosze". Ale po kolei.
BRIDE - nie mów, że przestałaś traktować dzień ślubu jako napiekniejszy dzień życia, bo wierz mi tak nie jest. Jesteś zmęczona całym tym zamieszaniem, ale to minie i pozostanie Ci uczucie szalonej radości, bo będziesz żoną swego męża.
pepcicOlu - my także pracowaliśmy i oragnizowaliśmy wesele. Często zdażały się zgrzyty i nieporozumienia, ale to mijało. Jeśli mogę coś doradzić - nie używajcie słów "ty nigdy", "ty zawsze", bo to powoduje tylko niepotrzebne napięcia. Facet mało rozumie więc lepiej powiedzieć "nie zrobiłeś.." lub "denerwuje mnie..." bo to odnosi się do danej rzeczy, której nie zrobił bądź źle zrobił. Miałam takie chwile, że zastanawiałam się czy z nim chcę spędzić resztę życia. I wiecie co...po kłótniach i nieporozumieniach, czasem po cichych chwilach odpowiedź brzmi TAK. I te całe zamieszanie jest tego warte :)
Sorki jeśli się wymądrzałam :)

PostWysłany: Pią Sie 15, 2008 6:35 am
przez pepsicOLA
Kefte... Po pierwsze nie uważam, że się wymądrzasz więc nie masz za co przepraszać. Nazywasz prawdę po  imieniu, ot co. My z Miśkiem mamy trudne charaktery. On za twardy ja zbyt miękka. I jakoś się uzupełniamy. :) żeby sprostować - to on używa słów "ty nigdy", "ty zawsze"... Ja jeszcze pamiętam by do niego nie mówić "możesz?", "mogłeś", "mógłbyś". Bo to też nie skutkuje. Problem ze mną jest o tyle poważny, że ja nie umiem zacząć rozmowy. Nawet z Nim o zgrozo... :(
Wczoraj wieczorem pogadaliśmy - nie będę ukrywać, że padły nawet słowa "nie wiem czy wrato", "nie znamy się", "odwołajmy to póki jeszcze można i nie jest za późno.."... To było w złości. Ja też czasem w wzburzeniu zastanawiam się czy to ten facet na całe życie... Ale kiedy na niego patrzę to biję się w głowę, że jak ja tak myśleć mogłam. Przyznam, że przez chwilę zwątpiłam czy on chce ślubu i mnie za żonę... Czy ja na niego zasługuję... I choć nie wiem czy zasługuję w 100% to dziś rano pwiedział, że chce mnie jako swojej żony i ślubu i całej otoczki...

PostWysłany: Pią Sie 15, 2008 6:36 pm
przez Kefte27
Widzisz, to tylko kwestia rozmowy :) Nie bój się zacząć. Pierwsza rozmowa może być trudna, ale z czasem nauczycie sie rozmawiać. Ostatnio zaskoczya mnie koleżanka z pracy. Mówiła, że mają z mężem trudne i ciche dni i nawet rozważali możliwość rozwodu. No ale koniec końców pogadali szczerze od serca i wyjaśnili sobie wszystkie kwestie. Później koleżanka mi mówiła, że nigdy nie gadali ze sobą tak od serca. Jak dla mnie dziwne, bo są małżeństwem 8 lat i mają dwoje dzieci. Lepiej wcześniej niż uprzeć się w swoim gniewie...
I myśl sobie tak, że jesteś najpiękniesza, najmądrzejsza i najlepsza i Twój przyszły mąż nie mógł trafić lepiej :)

PostWysłany: Śro Gru 03, 2008 4:48 pm
przez farafał
Bałem się przed i przy oświadczynach. Teraz to już z górki :)

PostWysłany: Czw Kwi 22, 2010 2:40 pm
przez iwonaryki
Każdy z nas jakoś przeżywa stres te dni które tak szybko miną i biegną nie wiadomo jak i gdzie ... pamiętajmy o tym ze wiadomo możemy sie streować ..denerwować..a nawet miec depresję przedślubną ... głowa do góry a będzie dobrze :cool: pamiętajmy ze to nasz dzień..nasze szczęście..nasz ślub i nie możemy popadac w paranoje czy w głęboki stres trzeba być duchowo spokojnym nawet jak nie uda nam się pokonac stresu to przynajmniej człowiek będzie wiedział że to minie a najważniejsze ze za parę tam minut będzie się miało żonę/męża na całe życie ..pamiętajmy o tym o naszej miłości ..szczęściu a wszystko będzie dobrze :kiss_heart:

PostWysłany: Czw Kwi 22, 2010 6:32 pm
przez marlinka1
ja mam stresa, po pierwsze jestem perfekcjonistką i wkurzam się jak coś nie idzie po mojej myśli mam swoje założenia i będę wsciekła na siebie jak coś pójdzie nie tak na ślubie czy weselu, po drugie boję się że będę ryczeć w kościele, przy składaniu życzeń itp i wogóle się rozkleję, nie mogę się doczekać ślubu bo marzę o tym od dawna ale im bliżej to bardziej się denerwuję...

Re: Strach - czy też się boicie?

PostWysłany: Pon Kwi 18, 2011 4:36 pm
przez magicznacalineczka
Ja jeszcze nie, ale pewnie się zacznie na kilka tygodni przed weselem. Eh. damy rade.

Re: Strach - czy też się boicie?

PostWysłany: Pią Kwi 29, 2011 11:25 am
przez Edusia
a ja??hmm zawsze marzyłam o ślubie i mój Luby o tym wiedział ..
gdy jechaliśmy oglądać salę słowem się nie odzywał,nie protestował a z tego jest znany
upiera się nawet dla zasady
ja jestem znowu wrażliwa za bardzo i czuła,stanę na rzęsach by wszystko pozapinać na ostatni guzik

ale myslę,że po 6 latach razem wykłóciliśmy się wystarczająco i dobrze poznaliśmy się - teraz myslimy o swojej przyszłości

28 kwietnia 2012

Re: Strach - czy też się boicie?

PostWysłany: Śro Maj 04, 2011 10:12 am
przez gacus
U nas najgorsze chwile były jak szukaliśmy sali...tyle łez poleciało ze szkoda gadać a teraz powinnam sie z tego śmiać :) mam nadzieje ze moj dzień bedzie piekny jak kazdej z nas ;)
Boje jedynie się tego że w mój dzień bedzie padał deszcz....oby było słonecznie :P

Re: Strach - czy też się boicie?

PostWysłany: Śro Maj 04, 2011 10:34 am
przez Edusia
mnie wczoraj przestraszył śnieg.....w maju
a co będzie pod koniec kwietnia przyszłego roku ?