NASZE PORODY...

9 miesięcy, refleksje, wspomnienia, trudności, opisy, rady ...

 

Re: NASZE PORODY...

Postprzez lobuziontko » Pon Lut 28, 2011 12:22 pm

karola to bardzo przykre, co piszesz, że taką piękną i magiczną chwilę jaką jest poród potrafią spieprzyć pielęgniarki. Akurat one, które powinny wykazać się największą wyrozumiałością i zatroszczyć się o to, aby cały pobyt w szpitalu był miłym wspomnieniem, w końcu za to im płacą, za ich pracę a nie za oglądanie tv. W mojej miejscowości jest niestety tylko jeden szpital, nie mam więc za dużego wyboru. Mogę mieć tylko nadzieję, że trafię na zmianę, gdzie będą miłe pielęgniarki.






Awatar użytkownika
lobuziontko
uwielbiam tu pisać
uwielbiam tu pisać
 
Posty: 367
Rejestracja: Wto Maj 04, 2010 2:51 am
Miejscowość: Jelenia Góra

Re: NASZE PORODY...

Postprzez ssylwiaa » Wto Mar 01, 2011 10:11 am

Wi. szczerze zazdroszczę tak szybkiej akcji :)
Jak to kiedyś powiedziała moja koleżanka dla której też porody to była bułka z masłem - możesz rodzić dzieci zawodowo :)


Awatar użytkownika
ssylwiaa
prawie tu mieszkam:)
prawie tu mieszkam:)
 
Posty: 485
Rejestracja: Pią Mar 27, 2009 5:29 pm

Re: NASZE PORODY...

Postprzez Jena » Wto Mar 01, 2011 1:45 pm

karola- straszne babska spotkałaś w bardzo ważanym dniu! głupie ! mogłyby bardziej byc zangazowane w swoja prace!

wi- super ze wszystko się udało w tak miłej atmosferze :) , a rodziłaś na Kamińskiego?

Awatar użytkownika
Jena
kocham to forum? :)
kocham to forum? :)
 
Posty: 1421
Rejestracja: Pią Sty 02, 2009 8:51 am
Miejscowość: z daleka

Re: NASZE PORODY...

Postprzez osmiorniczka8 » Wto Mar 01, 2011 9:23 pm

Ok wiec dzien byl mniej wiecej taki jak zwykle...ale np organizm czyscil sie bardziej niz w innych dniach od samego rana :) ale niczego nie podejrzewalam...bo tak naprawde z kazdym dniem dolegliwosci dochodzilo i bylo coraz ciezej...wieczorem dlugo siedzialam przed komputerem, ale nie mialam zadnych boli skurczy itp...polozylismy sie w koncu spac bo maz rano do pracy mial isc, zasnal szybko a ja jakos sie krecilam w lozku, w koncu juz nie moglam wylezec na prawym boku, postanowilam sie obrocic i nagle poczulam jakby banka pekla w brzuchu szybko siadlam (była 12:30) i poczulam jak robi mi sie mokro miedzy nogami, pierwsza mysl (O nie to nie moze byc prawda!!) zaraz obudzilam meza, tez byl w szoku :) siedzialam tak na lozku jeszcze chwile nie mogac uwierzyc w to ze sie zaczyna !! Dotarlo do mnie ze teraz juz nie ma odwrotu...poszlam do toalety podlozyc cosik grubszego bo wody lecialy jak szalone :D ale ze zgroza stwierdzilam w toalecie ze kolor nie zgadza sie z opisywanym przez polozna. Zadzownilismy do szpitala z pytaniem co zrobic, polozna kazala przyjsc zeby mogla ocenic ten kolor.Poniewaz nie spakowalam sie wczesniej bo bylam pewna ze urodze po weekendzie, wiec szybko na biegu sie jeszcze pakowalam aa no i oczywiscie jeszcze ostatnie fotki brzuszka strzelalismy :) hiihihi W miedzy czasie zorientowalismy sie ze chyba mam skurcze i z obliczen wynikalo ze od razu co jakies 2-3 minuty ale nie byly silne takie delikatne bole miesiaczkowy jakby :)

Szpital mamy 2 minuty piechota wiec poszlismy na ostatni samotny spacerek :) jak szlismy bole powoli ale miarowo wzbieraly na sile, gdy polozna zobaczyla podpaske od razu przeniosla mnie na inne pietro gdzie robi sie cesarki i gdzie mozna rodzic ze znieczuleniem(epidural) i poinformowala mnie ze bedziemy wywolywac porod bo mala zrobila kupke u mnie w brzuchu, podlaczyla do ktg i caly czas sprawdzalaczy z mala wszystko OK... powiedziala ze dostane znieczulenie z czego bylam nawet ucieszona pomimo tego ze zdecydowalam ze chce rodzic bez :) bo po kilku skurczach doszlam do wniosku ze nie ma sensu sie katowac :D...
Czekalismy na wolnego anestezjologa ale dziwnym zradzeniem losu nagle mial 3 cesarki jedna po drugiej i nie mogl przyjsc i dac mi znieczulenia zreszta nie tylko mi !! o ok.3 w nocy czyli po 2,5h polozna stwierdzila u mnie rozwarcie na 3 cm :) mile zaskoczenie, w tym momencie juz sie zdecydowalam na gaz rozweselajacy bo bole stawaly sie nie do zniesienia, gdy zaczelam wdychac gaz odplywalam miedzy skurczami wiec czas zlecial dla mnie jak szalony od skurczu do skurczu, reszte czasu bylam wymeczona i wpol swiadoma tego jak sie wszystko szybko toczy, polozna wczesniej przyniosla kroplowke na przyszpieszenie akcji porodowej ale nie musiala jej nawet podlaczac :) po jakichs 2 h okazalo sie ze juz mam rozwarcie na 8 cm...niestety mialam tez juz bole parte, ktore musialam powstrzymywac i to byla najgorsza czesc dla mnie, bo trudno to powstrzymac, na szczescie mialam meza obok siebie ktory wspollpracowal z polozna i mnie stopowal mowiac zebym oddychala, gdyby nie on byloby mi duzo ciezej...biedny jak widzial jak placze i krzycze, tez zaczynal plakac razem ze mna poprostu bylo niesamowicie...ale dawal rade :)...
w koncu doszlismy do rozwarcia na 10cm i moglam zaczac przec, hahaha myslalam ze mnie tam rozerwalo wzdluz i wszerz!! gdy parlam myslalam ze to sie nic nie posuwa do przodu i ze to sie nigdy nie skonczy, ale nagle zobaczylam owlosiona glowke a wlasciwie to czesc bo reszte jeszcze tkwila we mnie, ale ten widok bardzo mnie zmobilizowal staralam sie tysiac razy bardziej bo balam sie zeby malej sie cos nie stalo,gdy wyszla glowka reszta byla juz formalnoscia, taka dziwna pustka gdy mala cala wyskoczyla i dzwiek jakby butelke wina odkorkowano :D niesamowite o 6:20 na swiecie pojawila sie Maya :)
Zaraz po tym dostalam zastrzyk zeby urodzic szybciej łożysko, bo nie mialam ochoty czekac i meczyc sie jeszcze z tym, po zastrzyku polozna pociagnela lozysko i chyba po 5 minutach bylo juz zupelnie po wszystkim :)
Pierwsze pytanie po tym jak Maya wyszla i policzylismy paluszki i sprawdzilismy ze wszystko ok, czy mnie rozerwalo...bylam w totalnym szoku gdy uslyszalam ze nie :) i jaka radosc!!
Mielismy super polozna, ogolnie wszyscy bardzo mili i pomocni !!
Generalnie juz w sobote moglismy wyjsc czyli tego samego dnia ale wolalam zostac na jedna noc dluzej  :)



osmiorniczka8
prawie tu mieszkam:)
prawie tu mieszkam:)
 
Posty: 545
Rejestracja: Śro Maj 21, 2008 9:22 pm
Miejscowość: Wrocław/Watford

Re: NASZE PORODY...

Postprzez Jena » Śro Mar 02, 2011 5:33 pm

ośmirniczko- bardzo przyjemnie się czyta takie opisy porodów, oby było ich więcej :) gratuluję małej kruszynki :)

Awatar użytkownika
Jena
kocham to forum? :)
kocham to forum? :)
 
Posty: 1421
Rejestracja: Pią Sty 02, 2009 8:51 am
Miejscowość: z daleka

Re: NASZE PORODY...

Postprzez wi. » Pią Mar 04, 2011 11:48 pm

karola straszny miałaś poród. Bardzo ci współczuje. Ale czemuś ty kobieto rodziła na klinikach!!! Koszmarna jest tamta porodówka.

halia o trzeciego brzdąca zaczniemy sie starać jak Tymek będzie miał tak z 12/14 miesięcy co by róznica była dwa lata.

ssylwiaa to samo powiedziała mi położna :) Że ja to sie idealnie do rodzenia dzieci nadaje :D Tzrecie to chyba ze mnie po prostu wyskoczy

Jena dokładnie tak. Zarówno Majke jak i Tymka rodizłam na kamieńskiego i oboje z tą samą położna  Mam chyba jakiegoś farta.

ośmiorniczko super relacja!!

a w ogóle to nie ten watek ale odradzam wam dziewczyny dyrekcyjną. Jak Misiek był rejestrować Tymka w urzędzie to była tez para która zgłaszał zgon dziecka. Ta para mówiła że w krótkim okresie jak ona tam rodziła (ta dziewczyna) to ponoć dużo zgonów noworodków na Dyrekcyjnej było a jej dziecko zmarło podczas porodu.


wi.
kocham to forum? :)
kocham to forum? :)
 
Posty: 1682
Rejestracja: Pon Gru 03, 2007 11:40 pm
Miejscowość: Wrocław

Re: NASZE PORODY...

Postprzez Jena » Sob Mar 05, 2011 6:02 pm

wi- o matko! jakies straszne wiadomości.. ja pierdziele :( zapamietam sobie zeby na Dyrekcyjna się nie wybierać i na pewno nie na Kliniki....

Awatar użytkownika
Jena
kocham to forum? :)
kocham to forum? :)
 
Posty: 1421
Rejestracja: Pią Sty 02, 2009 8:51 am
Miejscowość: z daleka

Re: NASZE PORODY...

Postprzez karola-1984 » Wto Mar 08, 2011 8:38 pm

wi. napisał(a):karola straszny miałaś poród. Bardzo ci współczuje. Ale czemuś ty kobieto rodziła na klinikach!!! Koszmarna jest tamta porodówka.



ojjj koszmarna, to racja! a dlaczego?? a no dlatego, że mój lekarz prowadzący pracuje na Klinikach i tak mnie omamił! a ja durna mu zaufałam, a okazało się, że miał mnie centralnie w du......




Awatar użytkownika
karola-1984
uwielbiam tu pisać
uwielbiam tu pisać
 
Posty: 306
Rejestracja: Czw Paź 01, 2009 9:36 am
Miejscowość: Wrocław

Re: NASZE PORODY...

Postprzez czupaczupsy » Wto Mar 29, 2011 10:05 pm

"a w ogóle to nie ten watek ale odradzam wam dziewczyny dyrekcyjną. Jak Misiek był rejestrować Tymka w urzędzie to była tez para która zgłaszał zgon dziecka. Ta para mówiła że w krótkim okresie jak ona tam rodziła (ta dziewczyna) to ponoć dużo zgonów noworodków na Dyrekcyjnej było a jej dziecko zmarło podczas porodu."

Hej, jeśli chodzi o Dyrekcyjną to jest to szpital z 3 stopniem referencyjności - co oznacza że wszystkie ciąże podwyższonego ryzyka i zagrożone z całego województwa wysyłane są na Dyrekcyjną (jedyny szpital z 3 stopniem we Wro), To tyle:) Pozdrawiam:)
czupaczupsy
uwielbiam tu pisać
uwielbiam tu pisać
 
Posty: 279
Rejestracja: Pią Sie 15, 2008 5:02 pm
Miejscowość: Wrocław

Re: NASZE PORODY...

Postprzez gloriosa1 » Sob Maj 14, 2011 11:14 am

witam serdecznie piszę szybko bo czas za bardzo mi nie pozwala tylko sie pochwalę że 23.04 urodziłam cudowną dziewczynkę ma na imie aurelka ważyła 3650 i długa była 56 super a o moich doznaniach opiszę wam później ale powiem że nie było tak źle jakby sie wydawało pozdrawiam wszyskie mamusie przyszłe i już będące
gloriosa1
uwielbiam tu pisać
uwielbiam tu pisać
 
Posty: 363
Rejestracja: Wto Sty 13, 2009 10:51 pm
Miejscowość: wlkp

Re: NASZE PORODY...

Postprzez ssylwiaa » Sob Maj 14, 2011 11:45 am

:) :)

GRATULACJE !!

Cieszę się, że poród nie był dla Ciebie strasznym przeżyciem, czekam niecierpliwie na szczegółowy opis i życzę
dużo zdrowia dla Ciebie i Twojej córeczki !!!


Awatar użytkownika
ssylwiaa
prawie tu mieszkam:)
prawie tu mieszkam:)
 
Posty: 485
Rejestracja: Pią Mar 27, 2009 5:29 pm

Re: NASZE PORODY...

Postprzez lobuziontko » Nie Maj 15, 2011 7:00 pm

Wow! To super! Dużo zdrówka dla córeczki! :) I czekamy oczywiście na relację z przebiegu porodu :)






Awatar użytkownika
lobuziontko
uwielbiam tu pisać
uwielbiam tu pisać
 
Posty: 367
Rejestracja: Wto Maj 04, 2010 2:51 am
Miejscowość: Jelenia Góra

Re: NASZE PORODY...

Postprzez gloriosa1 » Czw Cze 09, 2011 1:19 pm

witam dziewczyny dziekuję za gratulacje powiem tylko tyle że wkurzyłam sie strasznie bo opisałam swój poród a tu jak już skończyłam okazało sie że muszę sie ponownie zalogować i całe moje pisanie poszło sie rypać szkoda słów dziś postaram sie jeszcze raz opisać mój poród
gloriosa1
uwielbiam tu pisać
uwielbiam tu pisać
 
Posty: 363
Rejestracja: Wto Sty 13, 2009 10:51 pm
Miejscowość: wlkp

Re: NASZE PORODY...

Postprzez gloriosa1 » Czw Cze 09, 2011 4:08 pm

Witam no teraz mogę spokojnie napisać o moich przeżyciach zporodówki
22 kwiecień  wielkipiątek wielkanocny
Dzień zapowiadał się przeciętnie z ranka jak co dzień udałamsię do pracy a że to przed świętami to moja obecność w sklepie była wskazanamusiałam wesprzeć męża choć naprawdę bardzo bobrze sobie radził podczas mojejnie obecności.Ogólnie czułam się dobrze normalne dolegliwości kobiety ciężarnejale ogólnie spokój .Termin miałam na 1 maja więc jeszcze kilka dni zostało dorozwiązania choć miałam przeczucie jakby to miało już nastąpią ale to tylkoprzeczucie.Na 18.00 miałam iść na ktg do szpitala więc po pracy z mężusiemposzliśmy.Skurcze minimalne jak na ten etap ciąży normalne.Po badaniupojechaliśmy jeszcze obsadzić doniczki klientowi był ginekologiem ale ja doniego nie chodziłam on przyjmował prywatnie a ja chodziłam na kase chorych nicsię nie działo więc taką podjęłam decyzje.On podpytywaj jak tam i w ogóle.Dodomu wróciliśmy koło 20.00. Wieczorem normalnie położyłam się spać jak zawsze.
23 kwiecień WIELKA sobota wielkanocna
W nocy coś poczułam jakby skurcze ale że nie wiedziałam jakto właściwie jest a za bardzo nie bolało spałam dalej.Myślę sobie do ranawytrzymam to pewnie jeszcze nie TO i wytrzymałam.Ok 7.00 mieliśmy wstać dopracy jak co dzień ale ja obudziłam się trochę wcześniej te ‘’skurcze’’ byłycoraz częstsze co 5 minut średnio ale myślę sobie jeszcze czas.Poszłam do wc atam zobaczyłam krew i to był już czas.Wystraszona poszłam do męża i budząc gomówie że to już i musimy jechać do szpitala.On podniósł głowę zaspany i mówi‘’dobrze’’ i dalej głowa do poduszki a ja do niego że teraz już musimy jechaćwstał opanowany.Zabraliśmy rzeczy i pojechaliśmy na izbę przyjęć wszystko byłobez zmian ból przeciętny do wytrzymania.Zajechaliśmy na miejsce pani naszarejestrowała i poszliśmy na oddział 2 piętro dałam radę bo dobrze sięczułam.Tam położyli mnie na przedporodowej Sali i czekałam na lekarza.Pozbadaniu lekarz stwierdził że rozwarcie na 3 i będę rodzić popołudniu.Pomyślałam fajnie i wróciłam na salę.Ból nie doskwierał zbytnio byłonieco mocniejszy niż wcześniej ale nie było źle do wytrzymania jak ja tomówie.Leżałam liczyłam co ile skurcz a tu co 5 min, 4 min,jeden za drugim, co 2min takie nie regularne.Po 2 godz przyszła położna i pyta jak tam a jaopowiadam jakie te skurcze są więc ona mówi że sprawdzimy.Po badaniu okazałosię że 10 sprawdzała 2 razy bo nie mogła uwierzyć.Mówi do mnie no to rodzimy aja z uśmiechem na twarzy że fajnie bo ja tu przyszłam urodzić i do domu.Ajeszcze wchodząc na oddział spotkałam tego ginekologa co mu dzień wcześniejkwiatki obsadzałam i jak mnie zobaczył na korytarzu śmiał się i pyta co pani turobi a ja że przyszłam rodzić.I dalej Przyszedł lekarz dyżurny sam ordynator inie mógł się nadziwić że tak to idzie.Zaczeło się zaczełam rodzić oczywiścienie bolało za bardzo i czekałam na ten ból nie do zniesienia jak dziewczynyopowiadały.Między skurczami żartowałam z położna było koło 11.30 ja do niejmówie że jak tak idzie to pewnie do 12 się wyrobimy śmiałyśmy się.Parłam parłama tu nic rozwarcie jest bóle są a dzidziuś nie chce wyjść no i mineła <st1:metricconverter ProductID="12 a" w:st="on">12 a</st1:metricconverter> końca nie widać.Trochę nastojąco trochę na piłce i nic mija 13 i nic byłam już zmęczona ale w dobrymhumorze. Lekarz zaglądał co jakiś czas,a my rodziłyśmy bo położna bardzo mipomogła.Miałam wysokie ciśnienie więc o środkach ułatwiających poród nie byłomowy.Okazało się że nie mam bóli partych i nie potrafiłam zatrzymać powietrza wpłucach mimo wszelkich starań i wysiłku.13.30 zebraliśmy się wszyscy do kupy żetak powiem ja oczywiście położna jedna i druga i lekarz i rodzimy.Widziałamtylko w oczach lekarza i położnej że chyba będą ciąć nie wiedzieli co robić alekarz mówi jeszcze chwila da radę no i dałam po 3.5 h starań po nacięciuwyszła mała kruszynka moja córeczka.Przywitałam się z nią ale była tak zmęczonaże za dużo nie kontaktowałam.Dostałam silny środek przeciw bólowy i szycia wogóle nie czułam spałam potem jeszcze przewieźli mnie na salę obok gdzieleżałam jakąś godzinkę a potem trafiłam na normalną salę.Mąż mój byłprzeszczęśliwy widział małą miała bujną czuprynę,blondynka o niebieskichoczach.Noc spędziłyśmy razem.[URL=#_edn1]

[i]

[/URL]


[URL=#_ednref1]

[i]

[/URL]
gloriosa1
uwielbiam tu pisać
uwielbiam tu pisać
 
Posty: 363
Rejestracja: Wto Sty 13, 2009 10:51 pm
Miejscowość: wlkp

Re: NASZE PORODY...

Postprzez Jena » Pią Cze 10, 2011 9:07 pm

pieknie.... super ze wszystko się udało :)
witamy małą księzniczkę na świecie

Awatar użytkownika
Jena
kocham to forum? :)
kocham to forum? :)
 
Posty: 1421
Rejestracja: Pią Sty 02, 2009 8:51 am
Miejscowość: z daleka

Re: NASZE PORODY...

Postprzez marlinka1 » Śro Lis 23, 2011 10:20 am

Cały mój poród i pobyt w szpitalu na Kamieńskiego to jednowielkie nieporozumienie.Jak wspominałam w wątku dzieciaczkowym 7 zgłosiłam siędo szpitala nie było akcji to dostałam pismo że mam 9 być na oddziale, nadalnie miałam skurczy i nic się nie działo spróbowaliśmy z mężem ostatniej deskiratunku, seksiku, i w nocy zaczęły sączyć mi się wody nie czekaliśmy do rana tylkopojechaliśmy o 2 w nocy, oczywiście musiałam trafić na izbie na tą samą krowęco 2 dni wcześniej , wylazła zaspana i pyta o co chodzi powiedziałam jej że itak miałam się o 8 zgłosić na oddział usłyszałam tylko „to nie mogła panipoczekać do rana…”(bez komentarza). Przyjęli mnie na patologię kazali nic nie jeśćdo rana do badania jak coś to będą wywoływać, rano jakiś lekarz badał mnie(oczywiście niedelikatnie) i stwierdził że nic się nie dzieje i czekamy , jakcos to nie jeść i jutro, dobra na następny dzień to samo inna babka stwierdziłaże jak mi da dziś kroplówkę to i tak nie urodzę, i kogo tu słuchać, zostało mitylko masowanie brzucha i sutek, całymi dniami i 11 o 21 zaczęłam mieć skurczei krwawić regularne co 7 min, babka mówi proszę się przespać jak będą co 4 tosię zbadamy i tak doszłam do skurczy co 2 minuty nie spałam bo to niemożliwebadała mnie kilka razy i łaskawie zaprosiła na salę porodową o 3 w nocy, naszczęście szybko przyjechał mój mąż bo nie wiem co by ze mną było, jak spytał oznieczulenie to usłyszał”na znieczulenie umawia się wcześniej z anestezjologiem”,o 6 rano nowa zmiana,w ogóle rodziliśmy z mężem sami ciągle gdzieś ktośwychodził jak potrzebowałam pomocy to jakaś porażka,  nie pamiętam ile osób we mnie grzebało było miwszystko jedno , po 12 godz dopiero dali mi oksytocynę, nic nie pomagało, byłamna jednym wielkim skurczu praktycznie co 1 minutę wyłam z bólu, myślałam żerozwalę to łóżko, próbowałam na stojąco, klęcząco i nic mała nie chciała wyjść,już oglądał mnie chirurg i stwierdził że za słabo prę , dostałam w tym czasie 2kroplówki bo już byłam na wykończeniu a on się dziwi że po tylu godzinach niemogę już przeć, ale jak baba położyła mi się cała na brzuch i próbowała małąwycisnąć ze mnie to już w ogóle myślałam że umrę z bólu, i nagle po 13godzinach mojej męki stwierdzili że główka się nieprawidłowo układa iskończyłam na stole, tam po znieczuleniu poczułam mega ulgę, na szczęściepersonel anestezjoligiczny był naprawdę sympatyczny, fajne asystentki, jakusłyszałam płacz to zaczęłam ryczeć położyli mi ją na chwilę na piersi i tobyło cudowne, potem już tylko dochodzenie do siebie dziecko wziłełam nanastępny dzień bo płakała nie mogłam na to patrzeć, jeśli chodzi o opiekę poporodzie to masakra każda położna mówi co innego odnośnie karmienia i w ogóle wiecopieki nie ma praktycznie żadnej, na szczęście nie miała żółtaczki i wyszłyśmyszybko do domu , ogólnie to po tygodniowym pobycie wyszłam jako wrak człowieka,w domu doszłam do siebie przede wszystkim psychicznie, jestem tylko mega dumnaz mojego męża zachował się dzielnie i tak jak chciałam siedział cichutko i dbało mnie, teraz przy małej robi wszystko jest w niej zakochany, chcę jaknajszybciej zapomnieć o tym porodzie i cieszyc się moją córeczką…<o:p></o:p>
url=http://www.przewodnikmp.pl] [/url]
marlinka1
prawie tu mieszkam:)
prawie tu mieszkam:)
 
Posty: 584
Rejestracja: Czw Sie 07, 2008 4:53 pm
Miejscowość: wrocław

Re: NASZE PORODY...

Postprzez ssylwiaa » Śro Lis 23, 2011 10:27 am

Brak słów po prostu..... :(


Awatar użytkownika
ssylwiaa
prawie tu mieszkam:)
prawie tu mieszkam:)
 
Posty: 485
Rejestracja: Pią Mar 27, 2009 5:29 pm

Re: NASZE PORODY...

Postprzez Jena » Pią Lis 25, 2011 11:54 am

bardzo mi przykro, ze cie tak potraktiowali ,,,,

Awatar użytkownika
Jena
kocham to forum? :)
kocham to forum? :)
 
Posty: 1421
Rejestracja: Pią Sty 02, 2009 8:51 am
Miejscowość: z daleka

Re: NASZE PORODY...

Postprzez kasiulka86 » Pią Lis 25, 2011 2:03 pm

Dziewczyny, a że tak zapytam wprost, ale jak to jest po naturalnym porodzie ze sprawami miłosnymi? :)

Awatar użytkownika
kasiulka86
prawie tu mieszkam:)
prawie tu mieszkam:)
 
Posty: 555
Rejestracja: Pon Paź 17, 2011 10:02 am
Miejscowość: Wrocław

Re: NASZE PORODY...

Postprzez wi. » Pią Lis 25, 2011 8:57 pm

marlinka strasznie mi przykro że nie miałaś lekkiego porodu :(

Ja z Majką męczyłam się dłużej ale i tak oba porody wspominam bardzo dobrze, zwłaszcza Tymka ale ja mam wysoki próg bólu więc może dlatego.

kasiulka kieruje z pytaniem do działu "Dzieciaczki forumowych panien młodych" :)

topic6223-1960.html


wi.
kocham to forum? :)
kocham to forum? :)
 
Posty: 1682
Rejestracja: Pon Gru 03, 2007 11:40 pm
Miejscowość: Wrocław

PoprzedniaNastępna

Wróć do Ciąża i młode matki



Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 0 gości

Przejdź do portalu >>

cron