Do ołtarza ... samej?

ceremonia, przysięga, formalności, organizacja

 

Do ołtarza ... samej?

Postprzez Thames » Pią Wrz 24, 2010 2:26 pm

Czy mozna isc samej do oltarza? Nie zebym jakas zaborcza o uwage byla, ale... Biore slub z anglikiem. Kompromisy jakies musza byc wiec sie luby upral ze wejscie bedzie na styl anglosaski i on bedzie na mnie czekac przy olatarzu bo ma za slabe nerwy zeby isc spokojnie jak sie na niego caly kosciol patrzy. Niestety opcja taty/mamy/brata/chrzestnego odpada... czy w takiej sytuacji mozna do oltarza isc samej?
Awatar użytkownika
Thames
prawie tu mieszkam:)
prawie tu mieszkam:)
 
Posty: 545
Rejestracja: Sob Lip 24, 2010 10:02 am
Miejscowość: Wroclaw / Oxford

Postprzez berbyll » Pią Wrz 24, 2010 3:00 pm

Moim zdaniem czemu nie. Tylko nie wiem jak ty będziesz się czuła idąc sama.


Awatar użytkownika
berbyll
kocham to forum? :)
kocham to forum? :)
 
Posty: 1023
Rejestracja: Pon Lis 23, 2009 9:52 pm
Miejscowość: ...

Postprzez Thames » Pią Wrz 24, 2010 4:03 pm

Mnie to w sumie wszytko jedno jak ja dojde do tego oltarza, wazne co sie bedzie juz dzialo przy oltarzu. Nie wiem tylko, czy taka opcja w ogole istnieje. Czy ktos "musi" mnie odprowadzic? I czy ktos widzial taka praktyke w polskim kosciele?
Awatar użytkownika
Thames
prawie tu mieszkam:)
prawie tu mieszkam:)
 
Posty: 545
Rejestracja: Sob Lip 24, 2010 10:02 am
Miejscowość: Wroclaw / Oxford

Postprzez Nanu » Pią Wrz 24, 2010 6:07 pm

Myślę, że musicie pogadać z księdzem. Wg mnie, skoro jedni chcą mieć dzieciaczki sypiące kwiaty, to dlaczego ktoś inny nie może zrobić tego na "angielską" modłę? Zwłaszcza, że narzeczony jest z tej kultury, więc jest to bardzo dobry powód i wytłumaczenie.
Awatar użytkownika
Nanu
kocham to forum? :)
kocham to forum? :)
 
Posty: 3517
Rejestracja: Pon Maj 17, 2010 10:28 am
Miejscowość: małopolska

Postprzez marlinka1 » Sob Wrz 25, 2010 10:36 am

jeżeli wytłumaczysz księdzu że twój przyszły mąż jest anglikiem to powinien to uszanować, a nie powinnaś się przejmować czy wszyscy będą patrzeć bo gdybyście szli razem czy prowadził cię ktoś to i tak będą patrzeć ja się też krępowałam ale uśmiechnięta patrzyłam przed siebie zresztą to takie nerwy że nim się obejżysz a już będziesz przed ołtarzem, myślę że to będzie bardzo ładnie i ciekawie wyglądać jak będziesz sama szła a pomyśl sobie jaki twój ukochany będzie dumny i szczęśliwy patrząc na ciebie...

marlinka1
prawie tu mieszkam:)
prawie tu mieszkam:)
 
Posty: 571
Rejestracja: Czw Sie 07, 2008 4:53 pm
Miejscowość: wrocław

Postprzez Thames » Nie Wrz 26, 2010 2:39 pm

Po rozmowach z T. doszlismy do wnikosku ze chcemy tak: idzie druhna nr 1, za nia kilka krokow druhna nr 2, za nia kilka krokow druhna nr 3 (i swiadkowa w jednym) a na koncu ja...

W sumie to i nawet lepiej jak bede sama szla bo tak to mozna rozwiazac problem z blogoslawienstwem. T. niby z rodziny katolickiej jest, ale nigdy ochrzczony nie byl (rodzice stwierdzili, ze sam podejmie decyzje jak podrosnie), tak wiec w sumie glupio blogoslawic "niewiernego". A jak bede szla sama to rodzice moga mnie najpierw poblogoslawic zaraz za wejsciem do kosciola w tym jakby holu, dojda do lawek z przodu a my zaczniemy z dziwczynami isc do olatarza. Chyba w sumie kompromis dobry wyszedl, tylko czy ksiadz sie zgodzi... Narazie nie mam jak, zeby z nim pogadac, bo wole osobiscie, ale nerwy juz na zapas sa  :D




Awatar użytkownika
Thames
prawie tu mieszkam:)
prawie tu mieszkam:)
 
Posty: 545
Rejestracja: Sob Lip 24, 2010 10:02 am
Miejscowość: Wroclaw / Oxford

Postprzez marlinka1 » Nie Wrz 26, 2010 4:06 pm

a czy nie będzie miał problemu z tym że nie był chrzczony?

marlinka1
prawie tu mieszkam:)
prawie tu mieszkam:)
 
Posty: 571
Rejestracja: Czw Sie 07, 2008 4:53 pm
Miejscowość: wrocław

Postprzez Rudzia » Nie Wrz 26, 2010 4:37 pm

to bedzie slub konkordatowy, a taki nie musi byc z osoba wierzaca, tzn panna mloda przysiega przed Bogiem, a pan mlody przed ksiedzem jako urzednikiem wiec nie musi byc katolikiem.
A z tymi druhnami to fajny pomysl, nie bedzie tak ze zupelnie sama do tego oltarza bedziesz szla...:)
Serdecznie DZIĘKUJEMY I POLECAMY: Salon Sukni Ślubnych "Anna Lisa" , Kwiaciarnia Glorioza; Cukiernia Spychała; p. Basia Romer - makijaż, Hotel Radisson; DJ Kamel:)

Rudzia
kocham to forum? :)
kocham to forum? :)
 
Posty: 1319
Rejestracja: Pią Lip 09, 2010 5:06 pm
Miejscowość: Wrocław

Re: Do ołtarza ... samej?

Postprzez alison » Wto Paź 12, 2010 8:39 pm

I co zdecydowałaś?
Bo na filmach widuję, że pannę młoda przeważnie ktoś jednak prowadzi do ołtarza... tato, brat, przyjaciel - jakoś tak tez raźniej. Skąd dokładnie pochodzi ten zwyczaj, że panna młoda idzie do ołtarza sama? Bardzo mnie to zaciekawiło:)


jednak ślubik poczeka...
Awatar użytkownika
alison
często tu wpadam
często tu wpadam
 
Posty: 108
Rejestracja: Wto Paź 12, 2010 7:57 pm
Miejscowość: wrocław

Re: Do ołtarza ... samej?

Postprzez kallisto » Śro Paź 13, 2010 2:49 pm

Ślub konkordatowy to faktycznie takie dwa w jednym: ślub cywilny i kościelny jednocześnie. Ale jeśli chcemy wziąć taki ślub z osobą niewierzącą to nie jest to takie proste, bo jest to możliwe dopiero po uzyskaniu specjalnej zgody (chyba biskupa-nie jestem pewna).
O taką zgodę zwykle występuje proboszcz parafii, ale trochę to trwa więc w takim przypadku formalności ślubne trzeba załatwiać trochę wcześniej.
I protokół przedślubny wygląda też jakoś inaczej bo strona wierząca oświadcza w nim, że "jest gotowa odsunąć od siebie niebezpieczeństwo utraty wiary, jak również złożyć szczere przyrzeczenie, że uczyni wszystko, co w jej mocy, aby wszystkie dzieci zostały ochrzczone i wychowane w Kościele katolickim".
Awatar użytkownika
kallisto
często tu wpadam
często tu wpadam
 
Posty: 102
Rejestracja: Czw Paź 15, 2009 11:12 am
Miejscowość: Wrocław

Re: Do ołtarza ... samej?

Postprzez Thames » Nie Paź 24, 2010 10:37 am

Jeszcze nie wiem do konca jak to bedzie wygladalo, ale chyba stanie na tym ze pojde do oltarza sama za druchnami.

Na filmach roznie bywa - raz idzie z ojcem/bratem a raz sama (np. "Dzwieki muzyki", musical z 1965 - tam Maria sama idzie do oltarza)

Tradycja oddawania Panny Mlodej przez ojca/brata/wujka/kogokolwiek wcale nie jest znowu taka "zachodnia". Niewiele osob moze wie, ale w Polsce kilka wiekow temu bylo norma ze to rodzice prowadzili Panne do oltarza i oddawali ja przyszlemu zieciowi. W tardycji anglosaskiej taki zwyczaj sie zachowal w Polce to Pan Mlody idzie z Panna do olatarza teraz. Nie wiem skad to w Polsce sie wzielo, czy to z braku akceptacji rodziow dla slubu, czy to z braku rodzicow (roznie bywa) czy to z kaprysu mlodych, w kazdym razie tak to sie juz u nas przyjelo ze juz niktorzy sadza ze jest to jedyna sluszna opcja i jedyna jaka byla... Prowadzenie do oltarza nie jest znow takie amerykanskie a nawet bym powiedziala ze jest blizsze oryginalowi ;-)

Co do slubu konkordatowego z osoab bez chrztu to wszytko dla ludzi ... da sie zalatwic i sama na kilku takich slubach bylam (notabene moj pierwszy taki slub byl mojego nauczyciela od Etyki z katechetka) tak wiec da sie. Co prawda wiecej zachodu przy tym ale wszytsko do zalatwienia. A jak nie w tym kosciele to w innym - nie jestem z osob ktore dzadza sobie w kasze dmuchac ;-)




Awatar użytkownika
Thames
prawie tu mieszkam:)
prawie tu mieszkam:)
 
Posty: 545
Rejestracja: Sob Lip 24, 2010 10:02 am
Miejscowość: Wroclaw / Oxford

Re: Do ołtarza ... samej?

Postprzez callja » Nie Paź 24, 2010 5:09 pm

Thames napisał(a): Jeszcze nie wiem do konca jak to bedzie wygladalo, ale chyba stanie na tym ze pojde do oltarza sama za druchnami.


druHnami ;)

Thames napisał(a):
Na filmach roznie bywa - raz idzie z ojcem/bratem a raz sama (np. "Dzwieki muzyki", musical z 1965 - tam Maria sama idzie do oltarza)


Film jest niezbyt miarodajnym źródłem informacji, efekt ekranowy najbardziej zależy nie od kwestii zwyczajowych czy kościelnych, ale od fantazji scenarzysty czy też inwencji rezysera... w tym konkretnym filmie zapewne chodziło o podkreslenie faktu, ze Maria była sierotą wychowaną przez zakonnice.

Thames napisał(a):
A jak nie w tym kosciele to w innym - nie jestem z osob ktore dzadza sobie w kasze dmuchac ;-)


Hmmmm, czasem księża są jednakowoż zobowiązani przestrzegać wytycznych, których finał niekoniecznie daje serialowo-filmowy efekt ;)

Thames napisał(a):
Tradycja oddawania Panny Mlodej przez ojca/brata/wujka/kogokolwiek wcale nie jest znowu taka "zachodnia". Niewiele osob moze wie, ale w Polsce kilka wiekow temu bylo norma ze to rodzice prowadzili Panne do oltarza i oddawali ja przyszlemu zieciowi. W tardycji anglosaskiej taki zwyczaj sie zachowal w Polce to Pan Mlody idzie z Panna do olatarza teraz. Nie wiem skad to w Polsce sie wzielo, czy to z braku akceptacji rodziow dla slubu, czy to z braku rodzicow (roznie bywa) czy to z kaprysu mlodych, w kazdym razie tak to sie juz u nas przyjelo ze juz niktorzy sadza ze jest to jedyna sluszna opcja i jedyna jaka byla... Prowadzenie do oltarza nie jest znow takie amerykanskie a nawet bym powiedziala ze jest blizsze oryginalowi ;-)


Nie do końca masz rację. W Polsce prowadzenie Panny Młodej do ołtarza wzięło się stąd, że niegdyś ślub najczęściej był wydarzeniem bardziej prawno-majątkowym (ten ród z tamtym rodem się łączył, a tym samym łączyli i swoje dobra). Należało więc zadbać przede wszystkim, by Młodzi grzecznie ślub wzięli, ksiądz tylko sankcjonował majątkową umowę notarialną.

To, że Młodzi idą w Polsce wspólnie do ołtarza to element tradycji kościelnej - otóż niegdyś każda Msza św. (w rycie trydenckim - dziś przywracana) rozpoczynała się od procesji celebransów do ołtarza; w ramach szczególnego dnia, w tę procesję mogli się też włączyć Państwo Młodzi, by wspólnie z kapłanami oddacć pierwszy pokłon Bogu. Ten fakt (wspólne podążanie za księdzem do ołtarza) rozpoczynało jednocześnie obrzęd ślubnej liturgii.
W krajach anglosaskich ryt trydencki, jak wiadomo, nie zaistniał, ze względu na reformację. Z kolei zakorzeniona wśród protestantów tradycja purytańska = absolutna władza mężczyzny nad kobietą (z rąk ojca dziewczyna przechodziłą bez szemrania w ręce męża-cesarza) przyczyniła się do przetrwania zwyczaju przekazywania Panny Młodej z rąk do rąk, niczym grzecznej laleczki ;)
Thames napisał(a):
Co do slubu konkordatowego z osoba bez chrztu to wszytko dla ludzi ... da sie zalatwic i sama na kilku takich slubach bylam (notabene moj pierwszy taki slub byl mojego nauczyciela od Etyki z katechetka) tak wiec da sie. Co prawda wiecej zachodu przy tym ale wszytsko do zalatwienia.

I owszem, bo jak najbardziej udziela się ślubów tzw. jednostronnych, o mocy konkordatowej, i często zawiera sie je właśnie z obcokrajowcami.
callja
uwielbiam tu pisać
uwielbiam tu pisać
 
Posty: 341
Rejestracja: Sob Lis 01, 2008 12:21 am
Miejscowość: Wrocław

Re: Do ołtarza ... samej?

Postprzez Thames » Nie Paź 24, 2010 6:10 pm

callja napisał(a):
Thames napisał(a):
Na filmach roznie bywa - raz idzie z ojcem/bratem a raz sama (np. "Dzwieki muzyki", musical z 1965 - tam Maria sama idzie do oltarza)


Film jest niezbyt miarodajnym źródłem informacji, efekt ekranowy najbardziej zależy nie od kwestii zwyczajowych czy kościelnych, ale od fantazji scenarzysty czy też inwencji rezysera... w tym konkretnym filmie zapewne chodziło o podkreslenie faktu, ze Maria była sierotą wychowaną przez zakonnice.

Thames napisał(a):
A jak nie w tym kosciele to w innym - nie jestem z osob ktore dzadza sobie w kasze dmuchac ;-)


Hmmmm, czasem księża są jednakowoż zobowiązani przestrzegać wytycznych, których finał niekoniecznie daje serialowo-filmowy efekt ;)


Callja, tak jak napisalam "w filmach roznie bywa". Byla to odpowiedz na pytanie Alison, patrz wyzej. Nie jestem bynajmniej, osoba wzorujaca sie na filmach ;-)

Co do wytczynch to z tym takze roznie bywa. Niektorzy ksieza na prawde dzialaja wedle wlasnego widzi mi sie, bo jesli wytyczne nie mowia ze mozna, to znaczy ze nie mozna, nawet jesli nie zabraniaja... A juz odrzuca mnie jesli decyzja zalezna jest od grubosci koperty, z czym sie osobiscie spotkalam. Ja rozumimem ze ksiadz to zawod, ale jakby na to nie patrzec jest to  p o s l u g a  Bogu a nie interes zycia. Stad moje stwierdzenie "jak nie ten to inny", wole wspierac tych co sa z powolania...

Jesli zas chodzi o prowadzenie Panny Mlodej przez ojca, to jak sama zauwazasz nie jest to jakas wymyslna tradycja zachodnia i u nas jak najbardziej miala miejsce. W Polce to ewulowalo co nie znaczy ze poprzedni pozadek jest zly. Jest po prostu inny. Jakby ludzie musieli sie stosowac tylko do jednego schemtu i kropka to by nie bylo reform ;-) Poza tym nie postrzegam tego jako "przekazywania Panny Młodej z rąk do rąk, niczym grzecznej laleczki", ale co kto lubi. Jedni wola jak im zimno, a jedni jak im grzeje :D




Awatar użytkownika
Thames
prawie tu mieszkam:)
prawie tu mieszkam:)
 
Posty: 545
Rejestracja: Sob Lip 24, 2010 10:02 am
Miejscowość: Wroclaw / Oxford

Re: Do ołtarza ... samej?

Postprzez callja » Nie Paź 24, 2010 7:16 pm

Thames napisał(a): odrzuca mnie jesli decyzja zalezna jest od grubosci koperty, z czym sie osobiscie spotkalam


W tej kwestii akurat jestem z Tobą jak najbardziej zgodna. Księży-materialistów skreślam z definicji. Ale jesli Panna Młoda szuka księdza, który "zrobi jak ja chcę" i od tego uzależnia wybór miejsca ceremonii, to też chyba jest nie w porządku, nie uważasz? zwłaszcza, gdy może wchodzić w grę łamanie przepisów KK, a uległość księdza co do życzeń PM stanowi miarę jego  tolerancji i wyluzowania ... Z tego typu sytuacjami spotykałam się nie raz :(

Thames napisał(a):W Polsce to ewulowalo co nie znaczy ze poprzedni pozadek jest zly. Jest po prostu inny.


No owszem, ale wiązało się to nie z emocjami rodzinnymi czy przywiązaniem, ze zwyczajami narodowymi czy religijnymi, tylko z całkowitym uzależnieniem dzieci od władzy i woli rodziców...  

Thames napisał(a):Poza tym nie postrzegam tego jako "przekazywania Panny Młodej z rąk do rąk, niczym grzecznej laleczki"


Tu akurat się różnimy, ale - świat jest ciekawy także przez różnorodność ;)
callja
uwielbiam tu pisać
uwielbiam tu pisać
 
Posty: 341
Rejestracja: Sob Lis 01, 2008 12:21 am
Miejscowość: Wrocław

Re: Do ołtarza ... samej?

Postprzez Thames » Nie Paź 24, 2010 8:40 pm

callja napisał(a):
Thames napisał(a): odrzuca mnie jesli decyzja zalezna jest od grubosci koperty, z czym sie osobiscie spotkalam


W tej kwestii akurat jestem z Tobą jak najbardziej zgodna. Księży-materialistów skreślam z definicji. Ale jesli Panna Młoda szuka księdza, który "zrobi jak ja chcę" i od tego uzależnia wybór miejsca ceremonii, to też chyba jest nie w porządku, nie uważasz? zwłaszcza, gdy może wchodzić w grę łamanie przepisów KK, a uległość księdza co do życzeń PM stanowi miarę jego  tolerancji i wyluzowania ... Z tego typu sytuacjami spotykałam się nie raz :(


Ja nie prosze o wiele...

a) zeby slub mogl sie odbyc z osoba nie wierzaca;
b) zeby sakrament byl ploczony z msza;
c) zeby ksiadz mi nie wciskal organisty na sile jesli mnie dzwiek organow drazni, a jak nie chce zeby organista gral to zeby za to tez zaplacic,
d) zebym miala cos do powiedznia na temat wystroju koscial jesli za to place (uwierz mi ja nie mam jakichs "bajeranckich, czadowych i odlotowych" pomyslow - z umiarem, klasa i powaga koscielna). Jak np mam uczelenie na lilie to byloby milo zeby tych lilli jednak w dniu mego slubu nie bylo.
e) zeby na mszy mozna bylo cos powiedzic po angielsku bo ja nie wyobrazam sobie zeby polowa moich gosci ktora przyjedzie z angli, brazylii i holandii siedziala i sie gapila w sufit bo nie wie o co chodzi i nawet nie odroznila przysiegi od ofiarowania obraczek, bo niby skad?
f) zeby mi pozowlono isc do oltarza bez mlodego bo to w sumie jest i jego dzien i on tez ma prawo do wlasnych tradycji, szczegolnie jesli bierze slub w kosciele w Polsce (i to jest jego uklon w moja strone)...

Tak wiec nie mam jakichs szczegolnych wymagan i wiem z doswiadczenia ze kazdy ten punkt jest do zrobienia w kosciele i nie ma takiego paragrafu ktory tego zabrania. Z niektorymi trzeba wystepowac o pozwolenie ale to pozwolenie to w zasadzie papierkowa formalnosc. Czy to wyglada jak w filmach - nie wiem, moja rzeczywistosc tak wyglada i wolalabym zeby w dniu mojego slubu nie narzucano mi rzeczy, ktore od niej odstaja...




Awatar użytkownika
Thames
prawie tu mieszkam:)
prawie tu mieszkam:)
 
Posty: 545
Rejestracja: Sob Lip 24, 2010 10:02 am
Miejscowość: Wroclaw / Oxford

Re: Do ołtarza ... samej?

Postprzez callja » Nie Paź 24, 2010 8:53 pm

Co do organów, zawsze można ustalić takie ich brzmienie, które nie drażni uszu. Pod tym względem organy są wyjątkowo elastycznym instrumentem (nie bez kozery nazywa sie je "królem instrumentów"), więc sprawa jest do przejścia. A ksiądz ma pełne prawo żądać, by organy grały w czasie Mszy ślubnej (skoro chcesz takową mieć), bo tez zalecenie "Konstytucji o liturgii" (oficjalnego dokumentu Kościoła) głosi, że w czasie Mszy św. organom milknąć nie wolno. Potwierdzają to także niedawne dekrety Benedykta XVI, który ostro wziął się za rugowanie rozrywkowo-"szołowych" wtrętów do liturgii. A fakt płacenia odstępnego miejscowemu organiście jest częsty, i nawet nie budzi już zbytniego oburzenia...

Z kolei fakt samotnego zmierzania do ołtarza w Anglii nie budziłby zbytniego zdziwienia, w Polsce już tak. To element obcy kulturowo = może wzbudzić protesty. Gdybyście brali ślub w kraju Twojego TŻ, kontrowersje byłyby zerowe, ale że co kraj to obyczaj to w naszym grajpołku pewne obiekcje moga być uzasadnione...
Jeśli jednak ksiądz uzasadnia swoje wymogi tylko zwrotem "BO TAK" i skwapliwie wyciąga łapkę po pieniądze, to może rzeczywiście najlepiej takowego posłać na drzewo...

W kwestii ślubu jednostronnego, dwujęzycznego, oraz możliwości udzielenia sakrementu w czasie pełnej liturgii - masz jak najbardziej pełne prawo do tego, to żadne frymuśności. Takie ceremonie miałam zresztą okazję obserwować osobiście.
callja
uwielbiam tu pisać
uwielbiam tu pisać
 
Posty: 341
Rejestracja: Sob Lis 01, 2008 12:21 am
Miejscowość: Wrocław

Re: Do ołtarza ... samej?

Postprzez Thames » Nie Paź 24, 2010 9:55 pm

callja napisał(a):Co do organów, zawsze można ustalić takie ich brzmienie, które nie drażni uszu. Pod tym względem organy są wyjątkowo elastycznym instrumentem (nie bez kozery nazywa sie je "królem instrumentów"), więc sprawa jest do przejścia. A ksiądz ma pełne prawo żądać, by organy grały w czasie Mszy ślubnej (skoro chcesz takową mieć), bo tez zalecenie "Konstytucji o liturgii" (oficjalnego dokumentu Kościoła) głosi, że w czasie Mszy św. organom milknąć nie wolno. Potwierdzają to także niedawne dekrety Benedykta XVI, który ostro wziął się za rugowanie rozrywkowo-"szołowych" wtrętów do liturgii. A fakt płacenia odstępnego miejscowemu organiście jest częsty, i nawet nie budzi już zbytniego oburzenia...


Ja to w pelni rozumiem, ale od kiedy skrzypce czy altowka sa zakazane w kosciele i dlaczego niektorzy ksieza zabraniaja mi podczas mszy miec kilka utowor Mozarta - nie z gruszki i pietruszki jak mnie sie kolejnosc i utwor podoba tylko dobrane do sytuacji i z repertuaru na msze (bo Mozart je na msze w koncu pisal)? Bo u nich "sie tak nie gra" i kropka...




Awatar użytkownika
Thames
prawie tu mieszkam:)
prawie tu mieszkam:)
 
Posty: 545
Rejestracja: Sob Lip 24, 2010 10:02 am
Miejscowość: Wroclaw / Oxford

Re: Do ołtarza ... samej?

Postprzez callja » Nie Paź 24, 2010 10:19 pm

Thames napisał(a): od kiedy skrzypce czy altowka sa zakazane w kosciele


Nie są zakazane, ale nie powinny być JEDYNYMI elemantami muzycznymi w czasie liturgii, bo też żaden instrument nie ma mocy niesienia słowa równemu modlitwie. Dlatego instrumenty - bardzo proszę, ale podstawowym instrumentem zaangażowanym w oprawę muzyczną Mszy św. winien być głos ludzki.

Thames napisał(a):
i dlaczego niektorzy ksieza zabraniaja mi podczas mszy miec kilka utworow Mozarta (bo Mozart je na msze w koncu pisal)? Bo u nich "sie tak nie gra" i kropka...


Jak najbardziej Mozart pisał jako nastolatek muzykę liturgiczną na potrzeby salzburskiego arcybiskupstwa, i jak najbardziej jest to muzyka zgodna z wymogami KK (gdyby biedny Amadeusz napisał cokolwiek "nie tak", to oberwałby nieszczęśnik od arcybiskupa Colloredo, że hej ;) więc był bbb grzeczny!). Jeśli przeciw takiej = autentycznie LITURGICZNEJ muzyce jakikolwiek ksiądz kręci noskiem, masz prawo odwołać się do któregoś z ekspertów Kurii Wrocławskiej do spraw muzyki liturgicznej (służę namiarem). A oni na pewno potwierdzą twoje prawo do wstawienia takich właśnie utworów w Msze św., ze względu na ich zgodność liturgiczną z wymogami KK.

Swoją drogą np. któraś z Missae brevis Mozarta właśnie (króciutkie, lakoniczne i wdzięczne), albo "Mała Msza organowa" Haydna jako oprawa części stałych ślubnej Mszy św. byłaby na pewno super pomysłem, i na 100% zgodnym z wymogami wobec muzyki liturgicznej :)
callja
uwielbiam tu pisać
uwielbiam tu pisać
 
Posty: 341
Rejestracja: Sob Lis 01, 2008 12:21 am
Miejscowość: Wrocław

Re: Do ołtarza ... samej?

Postprzez Chate25 » Wto Paź 26, 2010 12:40 pm

samej do ołtarza może być troszkę smutno...może jakis przyjaciel by się znalazł?
mnie do ołtarza odprowadzał tata :-)
Chate25
świeżutko na forum
świeżutko na forum
 
Posty: 5
Rejestracja: Wto Wrz 28, 2010 8:19 pm

Re: Do ołtarza ... samej?

Postprzez Thames » Wto Paź 26, 2010 10:44 pm

Chate25 napisał(a):samej do ołtarza może być troszkę smutno...może jakis przyjaciel by się znalazł?
mnie do ołtarza odprowadzał tata :-)


Mnie nie bedzie raczej smutno, jak bede sie patrzyla do przodu to bede widziala tylko jedno - a raczej Jednego, i na pewno bede miala rogala na twarzy z tego powodu ;-)




Awatar użytkownika
Thames
prawie tu mieszkam:)
prawie tu mieszkam:)
 
Posty: 545
Rejestracja: Sob Lip 24, 2010 10:02 am
Miejscowość: Wroclaw / Oxford

Następna

Wróć do Ślub



Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość