Klinola 20.09.2014 :)

opisy, zdjęcia, podziękowania, relacje z dnia ślubu i wesela, dla tych szczęśliwców już "po"

 

Klinola 20.09.2014 :)

Postprzez Lali » Śro Paź 08, 2014 8:20 pm

Choć spóźnione......
Wszystkiego co najlepsze, zdrowia i radości na Waszej wspólnej już drodze..... aby słoneczko zawsze Wam świeciło:)

Awatar użytkownika
Lali
kocham to forum? :)
kocham to forum? :)
 
Posty: 976
Rejestracja: Śro Lip 31, 2013 7:33 pm

Re: Klinola 20.09.2014 :)

Postprzez elrosa » Czw Paź 09, 2014 9:22 am

Wiele miłości, radości i uśmiechu takiego, jak w dniu Waszego ślubu :)
Awatar użytkownika
elrosa
kocham to forum? :)
kocham to forum? :)
 
Posty: 741
Rejestracja: Pią Cze 14, 2013 9:10 am
Miejscowość: Wrocław

Re: Klinola 20.09.2014 :)

Postprzez M&B » Czw Paź 09, 2014 5:38 pm

Samych cudownych chwil na nowej drodze życia!


"Małżeństwo to diament szlifowany całe życie"
                                         A.Regulski
Awatar użytkownika
M&B
kocham to forum? :)
kocham to forum? :)
 
Posty: 1048
Rejestracja: Czw Sie 15, 2013 12:50 pm

Re: Klinola 20.09.2014 :)

Postprzez Moderator » Pią Paź 10, 2014 3:19 pm

pomoc, rady, porządeczek:)))

Awatar użytkownika
Moderator
pomoc, rady, porządeczek :)
pomoc, rady, porządeczek :)
 
Posty: 278
Rejestracja: Śro Lis 07, 2007 10:25 pm

Re: Klinola 20.09.2014 :)

Postprzez klinola » Pon Paź 20, 2014 7:20 pm

Bardzo dziękujemy za życzenia :)
a teraz nasza relacja :
CZWARTEK
Wstałam przed 6 bo miałam iść  do spowiedzi, ale okazało się, że zanim spakowałam wszystkie swoje rzeczy, było już za późno na spowiedź, a na następną nie mogłam czekać, bo w planach miałam wyjazd na giełdę kwiatową do Wrocławia. Trochę przesadziłam z ilością kwiatów, ale lepiej w tą stronę, reszta została wykorzystana do dekoracji domu. Na giełdzie spędziłam więcej czasu niż planowałam, na szczęście prawie udało mi się to wszystko co sobie zaplanowałam na czwartek. Posprzątałyśmy z kuzynką Kościół (mieszkam na wiosce, więc u nas zajmujemy się tym sami), skończyłam KG, na wieczór przyjechała moja chrzestna tak więc resztę wieczoru spędziłam z nimi, a w nocy zamiast iść spać, tworzyłam banery i menu do ramek :)
Piątek przeleciał nawet nie wiem kiedy. Paznokcie, produkcja zawieszek, strojenie Kościoła, potem dekorowanie sali i nagle zrobiło się godzina 23. Nie wiem jakbym sobie poradziła bez naszych przyjaciół, odwalili kawał dobrej roboty. Po przyjeździe z sali olśniło mnie, że na bimber i na nalewki nie mam jeszcze żadnych zawieszek, a obiecałam tacie, że je zrobię. Mama i chrzestna krzyczały tylko, ze już dawno powinnam spać a nie jeszcze kombinować, ale jakbym miała zasnąć gdyby mi to wisiało gdzieś nad głową ;)


Awatar użytkownika
klinola
uwielbiam tu pisać
uwielbiam tu pisać
 
Posty: 280
Rejestracja: Pią Kwi 26, 2013 9:11 am

Re: Klinola 20.09.2014 :)

Postprzez klinola » Pon Paź 20, 2014 7:23 pm

W sobotę obudziłam się strasznie spokojna, za to moja mama aż się trzęsła z nerwów, tato udawał spokojnego, ale też się biedny stresował. Pogoda była raczej średnio ładna, ale nawet to nie popsuło mi humoru. Niestety przez poranną gonitwę o normalnym śniadaniu nie było mowy, tak więc przed wyjściem do fryzjera, złapałam w dłoń kawałek kiełbasy robionej przez mojego tatę specjalnie na wesele i to było całe moje śniadanie. U fryzjerki włączył mi się taki słowotok, że się nadziwić nie mogła, że ze mnie taka gaduła. Oczywiście bez wpadek się nie obyło ;) Fryzjerka zapytała na którą stronę robimy warkocza, ja, że na lewą, ona "a ostatnio nie było na prawą?", ja pewna swego, nie na pewno był na lewo. Skończyła, zostały ostanie poprawki i coś mi sie nie widzi i mówię do niej, ze coś jest inaczej niż ostatnio, zerknę sobie na zdjęcie i co się okazało- warkocz oczywiście był na prawą stronę :) A ona kochana, mimo, że miała tylko 20 min do następnej klientki, zmieniła mi stronę warkocza, bo stwierdziła, że jak mam się z tą fryzurą źle czuć to bez sensu. Fryzjerkę naprawdę polecam- bardzo fajna dziewczyna, a fryzura trzymała się do poniedziałku :)
Po fryzjerce przyszedł czas na kosmetyczkę, makijaż wyszedł o niebo lepiej niż próbny, był taki bardziej mój. W kącikach oczu miałam doklejone kępki rzęs i dla mnie to zrobiło taką robotę, że nic więcej nie potrzebowałam :)  W domu czekał już na nas fotograf, rodzice byli gotowi, goście w sumie też a ja jakoś w ogóle nie miałam ochoty jeszcze ubierać sukienki. Nagle zrobiło się poruszenie i ktoś zawołał, że S. już jest, miał być ok.14.15 ale szybciej wyjechali i byli już na 13.30. Tak więc nie miałam już wyjścia i trzeba było się ubierać. Świadkowa wprawę w wiązaniu sukienki już miała, więc poszło jej sprawnie, fotograf pocykał nam parę fotek i została tylko biżuteria. Usiadłam na łóżku i mówię do mojej J., że ja nadal nic nie czuje, jakby to wcale nie był mój wielki dzień, na który tyle czekałam. Naprawdę źle się z tym czułam, miałam nadzieję, że to będzie wszystko takie bardziej uroczyste, ze mnie coś w końcu chwyci, a tu nic. Schodzę w końcu na dół, a tam masa ludzi. Całe rodzeństwo moich rodziców z rodzinami zeszło się na błogosławieństwo, a miało być kameralne. No ale jakoś mi to nie przeszkadzało, za to włączyła mi się głupawka, jak się denerwuję to zaczynam chichotać;/ Błogosławieństwo przetrwałam bez płaczu, choć łzy mi sie pojawiły jak spojrzałam na mojego tatę, który też miał w oczach łzy. Błogosławieństwo poszło szybko, ale, że wszystko odbyło się wcześniej niż miało, to się tak błąkaliśmy po domu:) W planach było, że pójdziemy do Kościoła na piechotę (mam jakieś 200m) ale oczywiście zaczęło padać. Co chwilę tylko ktoś do nas podbiegał i pytał i co teraz i co teraz, a my twardo, ze idziemy, z cukru nie jesteśmy ;) W międzyczasie zjawiły się moje cudowne przyjaciółki i tak wchodziły po kolei do domu, a każda w chabrowej sukience i z mini wersją mojego bukietu ślubnego. Jak je tak wszystkie 5 zobaczyłam, na niebiesko z bukiecikami to tak się rozkleiłam, że szok. A po rodzinie poszła plota, że płacze bo deszcz pada ;)
Poszliśmy do Kościoła, ale że nie byliśmy przygotowani na deszcz, to nie mieliśmy żadnego dużego parasola i w udziale nam przypadł żółty parasol z Avivy:) Zastanawiamy się teraz czy tego im jakoś nie sprzedać jako reklamę, że już w nowe życie wchodzimy z nimi ;)
W Kościele czekaliśmy w przedsionku, goście przechodzili, wszyscy się z nami witali, mówili jak pięknie wyglądamy i odpowiadaliśmy na standardowe pytanie- stres jest? :) S. był blady jak ściana, ja się cieszyłam cały czas. W pewnym momencie organy zaczęły grać, S. mnie złapał za rękę i mówi idziemy, a ja wpadłam w chwilowy atak paniki- jak idziemy, niemożliwe, to już się dzieje? Oczywiście to był tylko falstart bo księży jeszcze nie było. W końcu po nas wyszli, za nimi szła siostrzenica S. z obrączkami, potem my, na końcu świadki. Do mszy zaangażowałam naszych znajomych. Pierwsze czytanie czytał kolega, skończył, a koleżanka która miała czytać drugie czytanie tak się zamieszała, że zaczęła czytać bez czekania na psalm. Ksiądz jej po pierwszych zdaniu przerwał, ale wyszło to tak zabawnie, że już wiedzieliśmy, że to nie będzie zwyczajna msza ślubna :) Do czytania rozdałam również modlitwę wiernych. Spisałam sobie tydzień wcześniej kiedy ona dokładnie jest, żeby spokojnie mogli się do niej przygotować, miało być kazanie, wyznanie wiary i modlitwa wiernych. Kazanie się skończyło (było naprawdę ładne) i ksiądz coś zaczyna gadać o przysiędze, a ja zamiast go słuchać, w panice obróciłam się do mojej J, i mówię nie ma modlitwy wiernych- nie ma modlitwy wiernych. Ksiądz nadal coś do nas mówił, a w mojej głowie tylko no nie, teraz to już na bank się coś sypnie, jak oni teraz się zorientują kiedy mają wyjść i nagle usłyszałam podajcie sobie prawe dłonie i wszystko zniknęło. Widziałam tylko uśmiechniętą twarz S. i byłam taka szczęśliwa, że pamięta o tym, żeby na mnie patrzeć :) Potem przyznał mi się, że tak się skupił, żeby nie zapomnieć, że ma na mnie patrzeć podczas przysięgi, że zapomniał co ma powtarzać ;) ale żadnej wpadki nie było, przysięga poszła gładko. Podczas nakładania obrączek S. zrobił co musiał i umawialiśmy się, że jak skończy to pocałuje obrączkę, a on zapomniał więc ja mu o tym przypomniałam mówiąc " no całuj":) Wydawało mi się, że powiedziałam to cicho, ale jednak pierwsze ławki i księża usłyszeli i się ze mnie później nabijali, ze już w Kościele wydaje mu rozkazy ;) Na koniec głos zabrał mój proboszcz, (być może część z Was pamięta, że jego kazania są dość specyficzne, dlatego wolałam sobie załatwić innego księdza) dał nam w prezencie świecę egzorcystyczną, którą mamy palić 20-tego każdego miesiąca. Zaczął opowiadać jaką ta świeca ma moc i jako przykład, podał opowieść o Pani która miała krety w ogródku, przeszła się z taką świecą i krety zniknęły. Goście z trudem stłumili śmiech, no ale taki właśnie jest nasz ksiądz. Wychodząc z Kościoła okazało się, że wyszło słoneczko, tak więc życzenia mogliśmy otrzymać pod Kościołem, tak jak chciałam. Mimo moich próśb, żeby nie rzucać pieniędzmi i ryżem i tak się znalazł ktoś kto to zrobił, na szczęście monety do nas nie doleciały, a ryżu było mało. Życzeń prawie w ogóle nie pamiętam.
Nasza msza ślubna była cudowna i nic bym w niej nie zmieniła, nawet pogawędki o kretach, bo dzięki temu była jedyna w swoim rodzaju :)


Awatar użytkownika
klinola
uwielbiam tu pisać
uwielbiam tu pisać
 
Posty: 280
Rejestracja: Pią Kwi 26, 2013 9:11 am


Wróć do Forumowe małżeństwa



Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 0 gości

Przejdź do portalu >>